Opona samouszczelniająca się – czy to działa?
Jednym z ciekawszych wynalazków ostatnich lat są opony reklamowane jako „nie do przebicia”. Ich konstrukcja powoduje, że z opony nie będzie schodzić powietrze nawet jeśli w oponie utkwi „ciało obce” o średnicy 1,6 milimetra – tak przynajmniej jest w teorii. A jak wygląda to w praktyce, czy są opony, których nie można przebić?
Reklamowe chwyty i mity...
Zacznijmy od rzeczy podstawowej. Nie ważne kto i co mówi, nie ma opon, których nie da się przebić. Nawet ogumienie w samochodach pancernych nie jest odporne na przebicie, tylko umożliwia jazdę po utracie powietrza.
Zatem uściślijmy od razu – opony pancerne po prostu nie istnieją, ale ogumienie, które nie traci powietrza po przebiciu już jak najbardziej tak. Ten wynalazek, trafił już nawet pod strzechy.
Jak to działa?
Opony samouszczelniające się po przebiciu mają w swoim wnętrzu specyficzną elastyczną warstwę. To ona odpowiada za zjawisko „samowulkanizacji”. Mówiąc po ludzku – jeśli w oponę wejdzie gwóźdź, czy inny nieduży, ale ostry przedmiot, lepka guma go opływa, przylepia się do „ciała obcego” i zapobiega wydostawaniu się powietrza.
Teoretycznie warstwa ta ma być na tyle elastyczna, że ma radzić sobie nawet z „ciałami obcymi” o średnicy powyżej 1,5 milimetra, a w przypadku uszkodzeń punktowych możliwe jest nawet wyciągniecie przysłowiowego gwoździa, bez konieczności stosowania łatek. Opona ma się załatać samoczynnie.
Zobacz też: Dziura w drodze przyczyną uszkodzenia auta
Ok – tyle teorii, ale czy to działa?
Jak w przypadku wszystkich produktów, które coś robią same, teoria jest „ładniejsza” od praktyki. Otóż dalecy jesteśmy od stwierdzenia, że takie patenty nie działają. Owszem działają i to bardzo skutecznie. Po wbiciu się w czoło opony przedmiot w niej zostaje i powietrze nie schodzi. Problem jednak w tym, że z takim ogumieniem – choć szczelnym – to i tak nie powinno się jeździć!

Podobne artykuły: | Polecamy: |


